Dlaczego nie jesteśmy społecznościowi

  • “Właściwie to nad czym dokładnie działasz?” Czasami od takich pytań uciec się nie da. Zwłaszcza, podczas słyszysz je w charakterze wyrzutu, że spędzasz nastą godzinę przy telefonie, nie grając bynajmniej w GTA… Owszem, tworzenie Emplocity zajmuje nam dużo czasu przez ostatnie miesiące. I trzeba czasem w kilku słowach wytłumaczyć, w jaki to właściwie rewolucyjny pomysł tak uwierzyliśmy, iż ryzykujemy dla niego życie rodzinne, dom i dobrostan naszych owiec w Minecrafcie.

Oto jedna z możliwych odpowiedzi:

“Wiesz, co to Linkedin, Goldenline?”
“Mhmmm…”
“No widzisz, więc my właśnie robimy coś zupełnie, ale to zupełnie innego…”

Spóźniony trend

Tymczasem przecież, niezbyt skore do szybkiej przystosowania się nowinek technologicznych działy HR właśnie niedawno zauważyły wreszcie i doceniły “social recruiting”. Serwisy społecznościowe już od dawna dostarczają nam codziennej wzmianki, co twój kolega z Grudziądza zjadł na śniadanie i ile przebiegł kilometrów w Endomondo. A obecnie również zabierają się za rewolucję w rekrutacji. My natomiast chcemy iść pod prąd. Nie jesteśmy i nigdy nie będziemy serwisem społecznościowym. Dlaczego?

Od czego zależy powodzenie w “społecznościowej” rekrutacji?

Istotą mediów społecznościowych nie jest autoekspresja, jak to się wielu z nas na pierwszy rzut oka wydaje. Jest nią oglądanie się w oczach innych. Dziesięć kilometrów przebiegnięte W koło Lasu Kabackiego to całkiem ciekawe osiągnięcie – twoje własne. Te same dziesięć kilometrów wrzucone na Facebooka przestaje się nawet liczyć w kilometrach, a zaczyna w lajkach.
Myślisz, że to tylko erystyka? Rekruterzy się z tobą nie zgodzą, a z powyższej obserwacji wyciągają wnioski przeliczalne na pieniądze i karierę. Potrafisz programować w C++ na poziomie bardzo dobrym? Pochwal się tym na Linkedin, a nagle poziom “bardzo dobry” zamieni się w “mam tylko trzy potwierdzenia tej umiejętności, w tym dwa od rodziców. Jesteś świetnym handlowcem w swojej branży? To jakim cudem nie masz w swojej sieci kontaktów dyrektora Nowaka? Wiesz wszystko o neurologii małych przeżuwaczy? Co z tego, jeśli nie udzielasz się na najważniejszej grupie dyskusyjnej na ten temat…

Rekrutacja odwrócona? – powrót do korzeni

Znasz pewnie ludzi, którzy mają na Facebooku pięciokrotnie więcej znajomych od ciebie. Wszyscy ich znają i lubią, a zdjęcie ich śniadania ma więcej lajków, niż twoja zmiana statusu związku na “zaręczony”. To jest pewna szczególna cecha osobowości. Konkretna, mierzalna, i nie mająca nic wspólnego z innymi zaletami i wadami takiej osoby. W świecie społecznościowej rekrutacji nagle się okazuje, iż staje się ona podstawowym atutem. Masz więcej lajków, znajomych, potwierdzeń i udostępnień – masz szansę na lepszą pracę.
W założeniach projektu Emplocity przyjęto jednak inny model, tj. Model rekrutacji odwróconej. Miarą wartości człowieka nie jest ilość osób, którzy tę wartość potwierdzają. Łatwość czy trudność znalezienia pracy nie powinna zależeć od tego, ilu dyrektorów i kierowników masz w swojej sieci kontaktów. “Społeczny dowód słuszności”, który odpowiada za twoją pozycję w “social recruitment” nie jest żadnym dowodem, jest za to dobrze opisaną przez psychologię techniką manipulacji. Więcej informacji znajdziesz na stronie: odwrócona rekrutacja

Posted in Games Tagged with: , , ,